Moja głowa jak zwykle
nie najlepiej pracuje
chociaż co nieco jeszcze pojmuję
dlatego rymuję
i wyrażam to na czym mi zależy,
tę prawdę, w którą zawsze będę wierzyć.
Choć inni nie są w stanie się zwierzyć
nawet bliskim osobom,
ja wam się zwierzam, bo jestem sobą.
Nie ważne jak długo będę walczył z chorobą,
zwykłą znieczulicą tego świata.
Czy ktoś kiedyś próbował zrozumieć wariata?
Może nie chciał, a może nie śmiał
się z nim mierzyć?
Ciekawe kto komu bardziej by uwierzył?
Może jest normalny choć zabiegany,
ale wariat jednak wie jak leczyć ludzkie rany.
Choć od lat tylko cztery ściany.
To jednak pocieszyć zawsze umie.
Mimo, że nie potrafi odnaleźć się w tłumie.
Żyje przecież tylko sam dla siebie,
choć myśli czasami o Bogu i niebie.
A przede wszystkim ma czas na rozważania
i nikt wyrażać mu swoich myśli nie zabrania.
Choć czasami się słania po pokoju pustym,
to zawsze ma odwagę spojrzeć w lustro
i cofnąć się w przeszłość oblaną dobrobytem,
bo zawsze mógł się schować za szklany immunitet.
Niczego nie żałował, choć postępował różnie.
Wszystko zostało wchłonięte przez próżnię
i nigdy już nie wróci.
Czasami naprawdę go to smuci,
lecz się nie załamuje,
nie szuka żyletki
i nie połyka
śmiertelnej tabletki.
Pewnie wszyscy się dziwią dlaczego tak robi,
lecz on wie jak kochać życie, choć czasami trochę boli.