Kwadrans wolności ROZDZ. II
ROZDZIAŁ II Pora wstać.
Wstał lekko osuwając się z łóżka, uważając, aby stanąć prawą nogą na ziemię jako pierwszą. Lewa oznaczałaby nieszczęście, a tego nie chciał. Szybko zdjął ubrania do spania, wysprejował się i założył wymiętą koszulę zalegającą na stercie ubrań już od miesiąca. Spryskał ją sprejem na wszelki wypadek, gdyby kogoś miał razić jej niecodzienny zapach. Spodnie niestety nie nadawały się do powtórnego użycia. Schlapane do kolan błotem wyglądały jak nowomodne dżinsy. Jednak nie był tym zachwycony. Sięgnął po te wspaniałe "awaryjne" spodnie nie wymagające prasowania.
- Ten kto wymyślił taki materiał powinien dostać nagrodę Nobla - pomyślał.
Teraz jego głównym celem było bezszelestne przedostanie się do kuchni. Jednak czujne uszy matki usłyszały jego posuwiste kroki.
- Dlaczego tak późno idziesz do szkoły? - spytała.
Przez chwilę próbował zgromadzić energię do zapalenia tej małej żaróweczki pod ciemną kopułą.
- Dzisiaj nie mamy 2 pierwszych lekcji - skłamał bezczelnie.
Zjadł pośpiesznie śniadanie, chwycił plecak i już miał wychodzi, gdy zauważył, że nie założył skarpetek.
- Ale się wystroiłem - pomyślał.
Wdrapał się na samą górę, aby ubrać to czego mu brakowało. Nagle dostrzegł jakieś 2 obco wyglądające pudła na schodach. Nie miał czasu na dłuższe obserwacje. Zauważył tylko, że są ciężkie i mają dziwne nalepki.