Kwadrans wolności ROZDZ. III
ROZDZIAŁ III Sklepowe wspomnienia.
Jego celem podróży nie była oczywiście szkoła. Zastanawiał się czy ktoś się zorientuje, że nie ma go na lekcjach. Ktoś jednak się zorientował, bo już po 10 minutach doszło parę sygnałów na jego zdezelowany model MT 385 nieznanej marki.
- Gdybym miał chociaż grosza - szukał stosownej myśli.
Niestety już od miesiąca jego konto było wyzerowane za sprawą "cudownych smsów po 11 złociszy sztuka. Udał się więc do sklepu z książkami i multimediami. Nie, nie mu o kupno jakiegoś niewątpliwie wartościowego artykułu. Dla nie go słowo sklep miało znaczenie czysto metaforyczne oznaczające zbiór rzeczy do obejrzenia i ewentualnego przemycenia przez magnetyczną granicę.
Ten sklep był dla niego czymś cudownym. W czasach jego świetności przebywał tam godzinami każdego dnia. Było tam wszystko czego potrzebował do szczęścia: wygodne kanapy, na których przeczytał już nie jedną książkę; stoiska z różnymi gazetami, konsola do gier-oblegana przez typów z całego miasta, półki z gazetami "miłymi dla oka", ale zakazanymi, kącik telewizyjny oraz najważniejsze - dostęp do pustej przestrzeni za regałami z urządzeniami RTV i AGD, która służyła jako kryjówka do odklejania magnetycznych znaczników oraz była swoistą konsolą do gier z serii "reality" i stawała się polem popisu jego umiejętności elektryka-amatora.
Miło było popatrzeć jak mdleją babki wystraszone niespodziewanym atakiem miksera podczas próby wyjęcia go z pudełka czy jak bardzo zdziwiony był sprzedawca na widok zorganizowanych przez niego pokazów "walki mrówek czarno-białych" na wszystkich dostępnych ekranach telewizyjnych.
Sporą satysfakcję dawała mu ta posiadówka w sąsiedztwie miliona kabli. Mógł też zmienić kanały we wszystkich odbiornikach TV, gdy akurat gapiła się w nie banda serialowych dewotek oglądających kilkutysięczny odcinek brazylijskiego tasiemca. Ich miny mówiły same za siebie. Ale to jeszcze nic. Potrafił, nie ruszając się z miejsca, sprawić by w głośnikach sklepowych zabrzmiała jego ulubiona piosenka(która akurat nie była ulubioną piosenką sprzedawcy nie mówiąc już o klientach). Podłączał poprostu discmana do odpowiedniego kabla i gotowe.
Spędzał tam sporo czasu, bo widział wielki potencjał w niewykorzystanych jeszcze przez niego pozostałych kablach i chroniła go prosta, ale skuteczna reguła:"elektryka prąd nie tyka".
Kiedyś jednak musiało się to skończyć, bo pracownicy sklepy byli mocno zdegustowani tego rodzaju popisami i bardzo starali się wykryć sprawcę. Nie udało im się to, ale za to znaleźli kryjówkę szkodnika i zablokowali do niej jakikolwiek dostęp. Nasz elektryk wcale się tym nie przejął i zaczął planować zemstę za to włamanie się do jego "bazy" i czekał tylko na odpowiedni moment. Niestety zemsta chociaż słodka nie została zrealizowana z powodu wielu czynników.
- Ach te wspomnienia - pomyślał - szkoda, że czas tak szybko leci.